Beger skazana. Prawomocnie. Sukces naszego wymiaru sprawiedliwosci! Na pewno?

Media donoszą:

"Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał w poniedziałek wyrok dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat i karę grzywny dla Renaty Beger za fałszerstwa list wyborczych w wyborach do Sejmu".

W końcu sprawa zaostała prawomocnie zakończona. Pewnie zaraz przetoczy się lawina komentarzy od zwolenników platformy przypominających czyim koalicjantem była formacja Beger. Niektórzy chcąc jak najprędzej przywalić przynajmniej pośrednio pis, pośpieszyli się chcąc i  "wykazać" hipokryzję pani posłanki (a pośrednio wszystkich eurosceptykow), która zapowiada odwołanie do Strasburga (http://stary.salon24.pl/111927,prawdomownosc), wskazują, że przecież jest ona przedstawicielem formacji "oczywiscie eurosceptycznej" - więc jak to, Strasburg?! Nie wiedzą niestety, że Trybunał w Strasburgu nie jest instytucją wspólnotową - ale ja chcę zwrócić uwagę na co innego.

Sprawa miała miejsce w roku 2001. Minęło blisko 8 lat! W sprawie, która była dość prosta (Ryszarda P. - wspólnika Beger skazano już w 2004 r.!) musiało minąć 8 lat, zmienił się rząd, kilku premierów, 3 kadencje Sejmu. Z powodu oczywistych błędów proceduralnych sądu - sprawę rozpatrywano w trybie uproszczonym, składzie jednoosobowym bez udziału ławników - całe postępowanie musiano powtórzyć. Sprawa oparła się aż o Sąd Najwyższy - który nakazał powtórzenie procesu.

Kilka lat pracy sądów, setki o ile nie tysiące przesłuchanych świadków, ogromne koszty - wszystko to musiało zostać powtórzone ponownie. Beger w ogóle nie powinna zostać posłem, nie powinna pobierać diet, głosować. 

Wielokrotnie podawany jako przykład proces Fritzla, sprawy o nieporównywalnym wręcz ciężarze gatunkowym zakończył się po kilku dniach. 

Czy orzeczenie w sprawie Beger, po 8 latach, to na pewno sprawiedliwość?